czwartek, 14 marca 2013



FAST




Najlepsze hamburgery robią w budkach przy stacji. Gdzie chodzimy gdy nie mamy nic do roboty. Codziennie prawie. Czas płynie niespiesznie. Co dwie godziny pociąg. Kiedyś jeździły częściej. Kiedyś chodził z nami jeszcze Romek Maciejewski. Dopóki nie położył się na tory. Osobowy z Wrocławia do Zielonej Góry. Głowa potoczyła się za nasyp kolejowy. Życie potoczyło się dalej. Najlepsze hamburgery robią przy stacji. Kotlet idealnie wypieczony. Ogórek pomidor sałata świeże. Ser ciągnie się przez chwilę i urywa nagle.




 
 
ODPRAWA POSŁÓW GRECKICH
 
 




po zamrożeniu wypłat

odgrzewamy mity

piętka achillesa

european breakfast

po podniesieniu stóp procentowych

zamieniamy obcasy

na helleńskie sandały



a odprawa greckiego posła

to dodatkowy przydział benzyny

koktajl mołotowa

butelka na głowę
 
 

 
 
KAPITAN EMO











piątek, 28 grudnia 2012



PRZEKŁAD:

 Dymitr Aleksandrowicz Prigow
NEKROLOGI





*

Komitet Centralny KPZR, Rada Najwyższa i Rada Ministrów ZSRR z głębokim żalem zawiadamiają, że 10 lutego (29 stycznia) w wieku 38 lat na skutek tragicznego pojedynku urwała się linia życia wielkiego rosyjskiego poety Aleksandra Siergiejewicza Puszkina.

Towarzysz Puszkin A. S. zawsze wyróżniał się pryncypialnością, poczuciem odpowiedzialności, krytycznym podejściem do siebie i innych. Na wszystkich posterunkach, na które go delegowano, przejawiał bezgraniczne oddanie powierzonym zadaniom, żołnierską odwagę i heroizm, najwznioślejsze przymioty patrioty, obywatela i poety.

Zmarły na zawsze pozostanie w sercach przyjaciół i bliskich mu ludzi jako hulaka, bawidamek, ordynus i klituś-bajduś.

Imię Puszkina będzie żyć wiecznie w pamięci potomnych, utożsamiane z kagankiem rosyjskiej poezji.




*

Komitet Centralny KPZR, Rada Najwyższa i Rada Ministrów ZSRR z głębokim żalem zawiadamiają, że 15 lipca 1841 roku na skutek pojedynku dokonał żywota znakomity poeta rosyjski Lermontow Michaił Jurijewicz.

Towarzysz Lermontow M. J. zawsze wyróżniał się pryncypialnością, poczuciem odpowiedzialności, krytycznym podejściem do siebie i innych. Na wszystkich posterunkach, na które go delegowano, przejawiał bezgraniczne oddanie powierzonym zadaniom, żołnierską odwagę i heroizm, najwznioślejsze przymioty patrioty, obywatela i poety.

Zmarły na zawsze pozostanie w sercach przyjaciół i bliskich mu ludzi jako osobnik z trudnym i porywczym charakterem, mąciwoda i wizjoner.

Imię Lermontowa będzie żyć wiecznie w pamięci potomnych, utożsamiane z mrocznym geniuszem epoki.



*

Komitet Centralny KPZR, Rada Najwyższa i Rada Ministrów ZSRR z głębokim żalem zawiadamiają, że w 1881 roku opuścił grono żywych znany pisarz Dostojewski Fiodor Michajłowicz.

Towarzysz Dostojewski F. M. zawsze wyróżniał się pryncypialnością, poczuciem odpowiedzialności, krytycznym podejściem do siebie i innych. Na wszystkich posterunkach, na które go delegowano, przejawiał bezgraniczne oddanie powierzonym zadaniom, żołnierską odwagę i heroizm, najwznioślejsze przymioty patrioty, obywatela i poety.

Zmarły na zawsze pozostanie w sercach przyjaciół i bliskich mu ludzi jako człowiek zgryźliwy i wietrzący spiski, borykający się z ciężką boleźnią i wspomnieniami z ciemnicy.

Imię Dostojewskiego będzie żyć wiecznie w pamięci potomnych, utożsamiane z fideistą i bogoposzukiwaczem.



*

Komitet Centralny KPZR, Rada Najwyższa i Rada Ministrów ZSRR z głębokim żalem zawiadamiają, że zabrakło grafa Lwa Nikołajewicza Tołstoja.

Towarzysz Tołstoj L. N. zawsze wyróżniał się pryncypialnością, poczuciem odpowiedzialności, krytycznym podejściem do siebie i innych. Na wszystkich posterunkach, na które go delegowano, przejawiał bezgraniczne oddanie powierzonym zadaniom, żołnierską odwagę i heroizm, najwznioślejsze przymioty patrioty, obywatela i poety.

Zmarły na zawsze pozostanie w sercach przyjaciół i bliskich mu ludzi jako wielki pan, zafascynowany ideami buddyzmu, tołstoizmu i schłopienia.

Imię Tołstoja będzie żyć wiecznie w pamięci potomnych, utożsamiane ze zwierciadłem rewolucji rosyjskiej.



*

Komitet Centralny KPZR, Rada Najwyższa i Rada Ministrów ZSRR z głębokim żalem zawiadamiają, że dnia 30 czerwca 1980 roku w mieście Moskwa w wieku 40 lat kontynuuje swój żywot Prigow Dymitr Aleksandrowicz.





*

Центральный Комитет КПСС, Верховный Совет СССР, Советское правительство с глубоким прискорбием сообщают, что 10 февраля (29 января) 1837 года на 38 году жизни в результате трагической дуэли оборвалась жизнь великого русского поэта Александра Сергеевича Пушкина.

Товарища Пушкина А.С. всегда отличали принципиальность, чувство ответственности, требовательное отношение к себе и окружающим. На всех постах, куда его посылали, он проявлял беззаветную преданность порученному делу, воинскую отвагу и героизм, высокие качества патриота, гражданина и поэта.

Он навсегда останется в сердцах друзей и близко знавших его как гуляка, балагур, бабник и охальник.

Имя Пушкина вечно будет жить в памяти народа как светоча русской поэзии.




*

Центральный Комитет КПСС, Верховный Совет СССР, Советское правительство с глубоким прискорбием сообщают, что 15 июля 1841 года в результате дуэли скончался замечательный русский поэт Лермонтов Михаил Юрьевич.

Товарища Лермонтова М. Ю. всегда отличали принципиальность, чувство ответственности, требовательное отношение к себе и окружающим. На всех постах, куда его посылали, он проявлял беззаветную преданность порученному делу, воинскую отвагу и героизм, высокие качества патриота, гражданина и поэта.

Он навсегда останется в сердцах друзей и близко знавших его как человека тяжелого и вспыльчивого характера, бретер и визионер.

Имя Лермонтова вечно будет жить в памяти народа как мрачного гения эпохи.




*

Центральный Комитет КПСС, Верховный Совет СССР, Советское правительство с глубоким прискорбием сообщают, что в 1881 году ушел из жизни известный писатель Достоевский Федор Михайлович.

Товарища Достоевского Ф. М. всегда отличали принципиальность, чувство ответственности, требовательное отношение к себе и окружающим. На всех постах, куда его посылали, он проявлял беззаветную преданность порученному делу, воинскую отвагу и героизм, высокие качества патриота, гражданина и поэта.

Он навсегда останется в сердцах друзей и близко знавших его как человек желчный и подозрительный, наделенный тяжелым недугом и памятью острожных лет.

Имя Достоевского вечно будет жить в памяти народа как богоискателя и фидеиста.




*

Центральный Комитет КПСС, Верховный Совет СССР, Советское правительство с глубоким прискорбием сообщают, что не стало графа Льва Николаевича Толстого.

Товарища Толстого Л. Н. всегда отличали принципиальность, чувство ответственности, требовательное отношение к себе и окружающим. На всех постах, куда его посылали, он проявлял беззаветную преданность порученному делу, воинскую отвагу и героизм, высокие качества гражданина, патриота и поэта.

Он навсегда останется в сердцах друзей и близко знавших его как большой барин, увлекавшийся идеями буддизма, толстовства и опрощения.

Имя Толстого вечно будет жить в памяти народа как зеркало русской революции.




*

Центральный Комитет КПСС, Верховный Совет СССР, Советское правительство с глубоким прискорбием сообщают, что 30 июня 1980 года в городе Москва на 40-ом году жизни проживает Пригов Дмитрий Александрович.





APOKALIPSA (A-Z)


21.12.2012











HEPI HELOŁIN




 



– Cukierek albo psikus!


– O matko przenajświętsza, nie mam ja dla was dziatki żadnego cukierka. Może bym ja wam lepiej dała świeczuszkę, cobyście ją zapalili na grobie jakiegoś aniołka bożego, przedwcześnie zmarłego, którego pan nasz miłościwy dla jego dobra zawezwał do królestwa niebieskiego.


Kewin tępym wzrokiem spojrzał na staruszkę, przekonany, że ma przed sobą zjawę nie z tego świata, po czym wyciągnął zza pazuchy gana i bez zastanowienia kropnął ohydną zmorę prosto w łepetynę.


– Trzysta dwudziesty czwarty obcy. Tudej ołwer. Natan, ślij esa do Dżordana. Jego fater robi biznesy z truposzami i chętnie posprząta.


– Zrobione. To ile mamy cuksów?


– Trzy cuksy, dwie mandaryny i jedna tabliczka czekoladoniepodobna z tesko. Takiej biedy jeszcze nie było. Prawie sami obcy. Swoi już dawno stąd pospierdalali. W Berlinie, Londynie czy Oslo, na brak słodyczy narzekać nie mogą.


– Tak, na zachodzie jest lajcik. A tu – tyle zachodu dla paru marnych cukierków. Okej, maj frend. Ja spadywuję. Starzy namierzyli mnie dżipiesem i przysłali esa, że jak za ten minets nie wrócę, to przetrzepią mi skórę. Pewnie chcą jechać na cmentarz. Czasami wydaje mi się, że oni też trzymają sztamę z obcymi.


– Odstaw im jakiegoś dżołka. Na przykład zmocz zapałki albo obetnij knoty w zniczach. Jak nie wyczaisz na ich fejsach smajla, to znaczy, że ci kosmici już dawno ich przekabacili.


– Zajefajnego masz pomysła. Tak właśnie zrobię. A teraz narka i hepi helołin.


– Hepi, kolego. Być może dożyjemy czasów, kiedy w tym kraju zostanie już tylko garstka sztywniaków. Wtedy to na nas skierują się reflektory. A dla tej resztki obcych, to niech sobie nawet ta ich światłość wiekuista świeci. Światłość wiekuista całodobowa za dychę, dwunastogodzinna – za pięć zyla. Zależy od wielkości wkładu i od promocji.



sobota, 7 lipca 2012



PIEŚŃ NAD PIEŚNIAMI  





Początek lat dziewięćdziesiątych, tych kilka pierwszych wiosen tuż po odzyskaniu niepodległości, były czasem totalnego braku umiaru i przesadnego rozpasania formy. Prawie wszystko, co przychodzi do głowy, każdy niemal duperel, który wcześniej nie mógł zaistnieć w oficjalnym obiegu, usiłował zaznaczyć swą obecność praktycznie na każdym kroku. Przy czym moda na to, co do niedawna stanowiło tabu, zawładnęła w największym bodaj stopniu sztuką użytkową. Na etykietach butelek, przeróżnych opakowaniach, okładkach czasopism i kaset magnetofonowych rozpanoszyła się niczym nieskrępowana golizna. Tanie owocowe wina nazywano imionami kobiet, których roznegliżowane wizerunki miały być wystarczającym powodem, by konsument skusił się na zakazany owoc wprost ze zroszonego świeżymi sokami łona Sandry czy Samanty, a nie na źle kojarzącą się w tym kontekście Nalewkę Babuni. Jednakże dla niektórych, mnożących się niby grzyby po deszczu, nowopowstałych trendów, niekiedy trudno było znaleźć jakieś logiczne uzasadnienie. Bo oto w kraju o dość mocno zakorzenionym wśród ludu antysemickim światopoglądzie, nagle stało się pożądane nazywanie wszelkiego jadła i picia koszernym, zaś doskonałą ilustrację dla tych produktów spożywczych stanowić mieli pejsaci rabini (czasami uwieczniani na etykietach z Talmudem w dłoni), symboliczne gwiazdy Dawida i siedmioramienne świeczniki. I właśnie w takich, delikatnie rzecz ujmując pokiełbaszonych realiach, kiedy ludzie niczym wygłodzony kundel rzucali się na każdy kęs wolności, w realiach wyzutych z najmniejszej cenzury, ogarniętych niedającym się poskromić żywiołem swawoli, muzyczną scenę suwerennej Polski opanowali discopolowi chałturnicy. To prawda, nurt ten świetnie wpisał się w ówczesną kiczowato-anarchizującą rzeczywistość. W całkowite pomieszanie z poplątaniem. Bezkrytyczne stawianie na jednym piedestale arcydzieła z bohomazem. Albowiem zaburzona wskutek nadmiaru nowych bodźców percepcja, nieumiejętność odróżnienia rzeczy mikroskopijnych od monstrualnych, sprawiała, że Małą Apokalipsę Konwickiego, dzieło najwyższych literackich lotów, po blisko dziesięciu latach wydane w końcu w pierwszym obiegu, wykupywano na pniu wraz z bestsellerem ze znacznie niższej półki – erotycznymi wynurzeniami Fanny Hill. Bo to właśnie w tamtym okresie wykształcił się specyficzny typ czytelnika – polującego na każdy, do niedawna zakazany tekst, i bez względu na jego treść oraz artystyczne walory, czytającego go z jednakowymi wypiekami na twarzy. Ponieważ zaś nakazy i zakazy, szablony i kanony, nie zdążyły jeszcze na powrót dobrać się rzeczywistości do dupy, toteż cisi zwolennicy teorii dokręconej śruby nawet nie próbowali łamać sobie głowy tym, by w tych okolicznościach przyrody coś komuś narzucić, lub czegoś zabronić. Tym sposobem kultura chodnika i bulwaru podążała równolegle, czasem nawet w tym samym kierunku, co kultura czerwonego dywanika i salonowych korytarzy. Podążała nierzadko do tego samego odbiorcy, który choćby i był personą ze środowisk bliższych salonowi, wcale nie musiał się ukrywać ze swym umiłowaniem dla chodnikowego kiczu i tandety. I mimo iż w pierwszych latach wolnej Polski telewizja i prasa zdawały się ignorować istnienie tej plebejskiej ścieżki kultury, to ta i tak zataczała coraz szersze kręgi. Rozrastała się w iście imponującym tempie, docierając już nie tylko do strzechą krytych chałup wiejskich, ale i do wielkomiejskich blokowisk, zamieszkałych przez konglomerat mieszczańskiego proletariatu i inteligencji. Cóż, uporczywe milczenie bywa zwykle odbierane jako ciche przyzwolenie. I dopiero 29 lutego 1992 roku, kiedy było już dawno po ptakach, kiedy ta dziecinnie prosta muzyka dobywała się już z co drugiego jamnika, taszczonego przez wcale nienominalnego discopolomelomana do parku, na skwer, na plażę, bez najmniejszego skrępowania, bez żenady, a nawet – niczym niegdyś radia tranzystorowe – z dojmującym poczuciem szpanerskiej satysfakcji, otóż dopiero wtedy sternicy z lekka chybocącej się łajby – naszej oficjalnej kultury, która gdzie jak gdzie, ale w kapitalizmie winna kierować się misją czerpania zysków pełnymi garściami, i korzystając ze sprzyjającej koniunktury dla byle szmiry promować ją jako wysoce reprezentatywny dla naszego słowiańskiego kręgu kulturowego gatunek muzyczny, oparty na wielowiekowej tradycji uwypuklania w sferze tekstu elementów ludycznych, zaś w materii stricte muzycznej wykorzystujący bogactwo dźwięków charakterystycznych polskich instrumentów ludowych: syntezatorów Casio, Roland, Yamaha lub Korg, dopiero więc 29 lutego 1992 roku, kiedy impresariat nad discopolowymi artystami od ładnych paru lat obejmował pewien prywatny przedsiębiorca z Żyrardowa, dopiero wtedy te zakute pały zorientowały się, że dalsze ignorowanie wszechobecnej discopolomanii to zwyczajne frajerstwo i brak biznesowej smykałki. I tak oto data 29 lutego 1992 roku zapisała się złotymi zgłoskami w krótkiej historii niezależnej i swobodnej Telewizji Polskiej, bowiem właśnie tego dnia, do spółki ze Stołeczną Estradą, zorganizowała ona Galę Piosenki Popularnej i Chodnikowej, nazwaną później pierwszą galą, dla odróżnienia od gali drugiej, trzeciej i kolejnych, gdyż sukces tej pierwszej, w zamierzeniu niecyklicznej imprezy, sprawił, że niebawem powstały kolejne jej odcinki. Wpierw jednak było pamiętne lato 1991 roku, kiedy to artyści kojarzeni do tej pory z oficjalną, dotowaną przez państwo sceną, mianowicie aktor Marek Kondrat i piosenkarka Marlena Drozdowska, nagrali kasetę, która w sposób oczywisty parodiowała muzykę chodnika. Tymczasem prosty naród raczej się w tym wszystkim nie połapał, raczej nie wychwycił dominującej w tym wybryku artystycznym nuty kpiny (a nawet jeżeli się połapał i nawet jeżeli wychwycił, to nijak nie dał tego po sobie znać), zaś piosenka „Mydełko Fa”, od której zaczerpnęła tytuł cała kaseta, w okamgnieniu stała się największym przebojem owego pamiętnego lata. Tak, nie ulega wątpliwości, że tamto lato trwale zapisało się w zbiorowej pamięci naszego świeżo oswobodzonego z okowów narodu. Bo oto nasz znamienity rodak, Papa della Chiesa Cattolica – Papież Katolickiego Kościoła, dwukrotnie w tamtym lecie nawiedza tą, właśnie zmieniającą swe oblicze ziemię. Bo w ciągle budzącej u nas trwogę Moskwie, tysiące do niedawna zaszczutych grażdan tworzy żywy pierścień, powstrzymując swymi ciałami tanki, które bezskutecznie usiłują sforsować gmach Rady Ministrów ZSRR i zwieńczyć tym samym przejęcie władzy przez samozwańczy GKCzP*. Jednak  jeśli  chodzi  o mnie,   to ja   –  podówczas  typowy okaz szczeniackiej ignorancji, najlepiej zachowałem w swej pamięci nie pielgrzymkę Ojca Świętego do Polski i nie heroizm mieszkańców Moskwy, a w żaden sposób nielicujące z wagą tamtych wydarzeń wspomnienie ze szkolnej wycieczki do Szklarskiej Poręby, gdy będąc uczniem szóstej klasy podstawówki przekroczyłem pierwszy z przeklętych progów dorosłości, kiedy urżnąłem się do nieprzytomności mieszaniną gorzały i siary, przy czym do tej swoistej inicjacji w niemałym stopniu przyczyniło się – a jakżeby inaczej – „Mydełko Fa”.

Było tak:

Autokar podjeżdża pod szkołę  STOP  
Walki na łokcie o zajęcie jak najlepszych strategicznie miejsc  STOP
Autokar rusza  STOP
Nuda  STOP
Nuda i kurewsko ponura cisza  STOP

; by używając telegraficznego skrótu zrelacjonować sam początek wojażu.

Na szczęście po mniej więcej trzydziestu kilometrach towarzycho ździebko drgnęło – ktoś nagle wyczarował z rękawa jakieś karty, ktoś inny próbował bajerować panny na grę we flirty, dały się słyszeć z początku stłumione, później coraz śmielsze śmichy-chichy, i narastające wprost proporcjonalnie do nich połajanki wychowawczyni. Po następnej trzydziestce zrobił się z tego wszystkiego już taki harmider, że kierowca (wyraźnie rozjuszony) zaproponował żebyśmy zamiast drzeć mordy, zaśpiewali lepiej jakiś smęt wyuczony na lekcjach muzyki. Propozycja skwitowana została w sposób jak najbardziej adekwatny do naszego ówczesnego pojmowania świata – buczenie i piski, czyli gówniarskie artykułowanie dezaprobaty. W odpowiedzi kierowca wyprowadził kontratak, usiłując przy pomocy autobusowego kasetowca zagłuszyć nasz wrzask, a broń, jakiej użył wobec nas, okazała się tyleż konwencjonalna, co skuteczna, bowiem bronią tą była kaseta z największym przebojem tego lata. I kiedy tylko zabrzmiały pierwsze akordy tej idiotycznej melodii, niektórzy z nas całkowicie skapitulowali – śpiewali ochoczo, wtórując za Kondratem i Drozdowską, refren piosenki, zaś najgłośniej czyniła to nasza wychowawczyni, nauczycielka chemii. Tak, ona z pewnością potrafiłaby rozłożyć mydło na czynniki pierwsze, nie posiłkując się przy tym widocznym na opakowaniu składem chemicznym. Natomiast dokonanie tej samej operacji na jednoznacznie parodystycznym utworze muzycznym, mimo iż doskonale znała przecież jego słowa, wykraczało poza analityczne możliwości jej mózgownicy. Wyrzucała więc z siebie bezwiednie: „Sza-ba-da, ty i ja, ty i ja…”, całkowicie zaabsorbowana tą czynnością, podczas gdy ja i pozostali klasowi odszczepieńcy, korzystając z chwili jej nieuwagi, przeprowadzaliśmy na tylnich siedzeniach eksperymenty, wlewając w siebie naprzemiennie, to CH3OH, to H2SO4. A potem już jeno tańce, hulanki, swawole, od których autobusem kołysało na wszystkie strony, jak gdyby to nie był autobus, tylko rozbujany na fali statek wycieczkowy, i nieodłączny lejtmotyw tej podróży: stale powracająca melodia, nieustannie odtwarzana przez szofera-kapitana-didżeja trzy w jednym, bez mydlenia oczu, za to z mydleniem uszu, największy przebój tego lata, na pohybel wszelkim detergentom, ku czci i pamięci natomiast poczciwego szarego mydła, pieśń nad pieśniami – „Mydełko Fa”.

————
* mowa o puczu mającym udaremnić planowane na 20 sierpnia 1991 roku podpisanie traktatu przyznającego suwerenność republikom radzieckim. GKCzP (Gosudarstwiennyj Komitiet po Czriezwyczajnomu Położeniu – Państwowy Komitet do spraw Stanu Wyjątkowego), twór powołany przez członków kierownictwa Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i szefów resortów siłowych, miał na celu odsunąć od władzy Michaiła Gorbaczowa i zapobiec rozpadowi ZSRR. W nocy z dwudziestego na dwudziesty pierwszy sierpnia wojskowe czołgi, działając na mocy rozkazu ministra obrony Jazowa, szturmują budynek rady ministrów ZSRR, nazwany później Białym domem, napotykając na barykady utworzone z przewróconych trolejbusów i opór ludzi, którzy broniąc dostępu do gmachu uciekają się nawet do heroicznych prób zastępowania drogi czołgom. W wyniku tej bohaterskiej obrony śmierć ponoszą trzy osoby, zaś datę 21 sierpnia 1991 roku przyjmuje się traktować jako cezurę wyznaczającą ostateczny kres istnienia imperium ZSRR.